Przyznaję, sama to kiedyś robiłam i co gorsza, uważałam za słuszne. Ale ostatnio rozglądając się w przestrzeni ebowej nie mogłam nie zauważyć jakie to przerażające. Te wszystkie kampanie o tym, że nasi pracownicy poza pracą są ludźmi i mają hobby. Who cares?

Będąc młodym haerem wychodziłam z założenia, że to ważne żeby odczarować korpo świat i udowodnić, że pracują u nas fajni ludzie (bo pracowali!). Chciałam pokazywać tych wszystkich niesamowitych księgowych latających na paralotniach, consultantów przez „c” jeżdżących z plecakiem po Afryce, prawników grających stopami na gitarze elektrycznej i takie tam. Teraz wydaje mi się to takie… słabe.

Pomyślcie, czy szukając roboty zastanawiacie się, jak niesamowite rzeczy robią ludzie z tej firmy, kiedy już odejdą od biurek? A jeśli mielibyście możliwość wykonywania ciekawych zadań za solidne pieniądze, ale większość ludzi po pracy szła by do domu na netflix i chill, to odrzucilibyście ofertę? Chciałabym zobaczyć, jak na pytanie „dlaczego do nas zaaplikowałeś?” kandydat odpowiada: „bo widziałem na ulotce tego kolesia od was z controllingu, jak w weekendy jeździ na pstrągi do Omanu” (swoją drogą jako haer sama nie wiem jak taką odpowiedź bym potraktowała).

Dziś patrząc na tak zbudowane kampanie EB mam wrażenie, że ktoś tu coś ukrywa. No bo po co reklamować pracę poprzez trąbienie wokół o tym, jak cudownie jest po pracy? Może to jak z reklamą czekolady, gdzie szczupli ludzie o śnieżnobiałych uśmiechach zachwycają się jej smakiem odwracając uwagę od kaloryczności i wpływu na zęby? Kiedy pracodawca buduje wizerunek promując to, co robią w czasie wolnym jego pracownicy, to jakby mówił:
tyle marudzą, że jak się pracuje w X to nie ma życia, a popatrz na Henia i Franię jakie super rzeczy robią za hajs zarobiony u nas
Oczywiście nie trzeba dodawać, że hajs zarobiony ciężką harówą, często po godzinach.

Trochę ostatnio wypadłam z rynku EB i zastanawiam się, czy to naprawdę nadal działa? Może to starość przeze mnie przemawia, ale wolę kiedy firmy chwalą się tym, czym można się zajmować w trakcie godzin pracy, a nie po odbiciu karty wyjściowej. Komunikat od pracodawcy, że będę w tej firmie robiła coś istotnego, wydaje mi się bardziej przyciągający uwagę niż to, że będę mogła rozwijać swoje hobby, jak już uda mi się wydostać z biurowca. Budowanie wizerunku wokół „zobacz jacy fajni jesteśmy po pracy” pachnie mi bezsensownymi „dupogodzinami”, wielogodzinnymi „confcall’ami” i milionem nudnych raportów, których i tak nikt nie przeczyta.

Wiem, pewnie przesadzam i za tymi kampaniami faktycznie stoi ktoś, kto chce powiedzieć „hej! pracuj z nami, bo jesteśmy fajni!”. Ale mój rekruterski cynizm podpowiada, że jeśli to jedyny argument jakim firma może przyciągnąć do siebie ludzi, to trzeba popracować nad nowym Employee Value Proposition
