Mówiąc wprost i otwarcie – nie chce mi się. Dziś mi się nie chce, wczoraj mi się nie chciało i jest wielce prawdopodobne, że nie będzie mi się chciało w środę. Mam lenia, albo jeśli ktoś lubi być na czasie, prokrastynuję*.

Według badania przeprowadzonego dla serwisu ePsycholodzy.pl Polacy pracują średnio 40,1 godzin tygodniowo. W 2019 roku (takie dane znalazłam, bo bardziej szukać mi się nie chciało) przeciętny obywatel tego pięknego kraju nad Wisłą przepracował 1806 godzin.

W pracy haera, jak pewnie w każdej, są takie dni, że nie masz się kiedy wysikać, nie mówiąc o zjedzeniu banana na okoliczność owocowego wtorku. Pędzisz z jednego spotkania na drugie, a i tak na wszystkie jesteś spóźniona. Dzwoni telefon, w międzyczasie pinga skype, a za oknem przeglądarki już czają się teamsy. I tak przez 9 godzin, czasem 10, a czasem jeszcze więcej. Masz dość i i czekasz aż w końcu się uspokoi. I wreszcie się uspokaja, a ty masz ochotę chodzić po ścianach, bo nie wiesz co ze sobą zrobić. Znasz to?

Każdy kto mówi, że spędza na pracy, rozumianej jako wykonywanie czynności zawodowych, bite 8 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu, 4 tygodnie w miesiącu (uśredniając), 12 miesięcy w roku, kłamie. Jeśli nie kłamie, to jest robotem podstawionym na randomowe testy przez Elona Muska, co oznacza, że może się żegnać z pracą, bo jego rola właśnie została zautomatyzowana. Mózg ludzki potrafi utrzymać wysoki poziom koncentracji przez 12 minut. Później wchodzi w tryb czuwania. A i te 12 minut nie jest tak od pstryknięcia!

Lena, czy chcesz przez to powiedzieć, że dobrze jest być w pracy leniem, bo taka jest nasza konstrukcja psychiczna?
Nie. Chcę przez to powiedzieć, że nie ma co się w robocie zarzynać, bo:
- to niezdrowo
- w pracy nie tylko o pracę chodzi
- robota nie będzie się zarzynała dla ciebie, jak padniesz przy biurku na zawał

Wracając do pracy haera, muszę przyznać, że po okresie „sorry, ale mam zap#$%@ol”, kiedy telefony milkną i nagle nie zasypują mnie setki maili, czuję się dziwnie. Zaczynam mieć poczucie winy, że jak to tak po 8 godzinach wyłączyć kompa. A jak ktoś będzie mnie potrzebował?! Czuwam i odświeżam skrzynkę. Porządkuję dokumenty, czyszczę pulpit, załatwiam wszystkie pierdoły, na które wcześniej nie miałam czasu. Ale kiedy i to się kończy… robi się naprawdę źle.

Pracodawcy od lat prześcigają się w wymyślaniu sposobów na zbudowanie „przyjaznego środowiska pracy”. Przecież nie samą pracą człowiek żyje, utrzymujemy „work-life balance”. Firma to ludzie, nikt nie chce, żeby się przepracowywali. „Wypoczęty pracownik, to efektywny pracownik”. Po to są chilloutroomy, piłkarzyki, playstation w kuchni, hamaki, zielone patia, a czasem nawet pokoje na drzemkę. Tylko wiecie co? W chilloucie głównie odbywają się spotkania służbowe, piłkarzyki stoją w kącie, żeby nie tarasowały drogi kiedy biegniesz z jednego spotkania na dziesiąte, do playa nikt nie kupił gier, hamaki wiszą przykurzone, na patio głównie wychodzi pan od podlewania drzewek, a pokój na drzemkę służy za schowek.

Może to kwestia naszej mentalności? Może chodzi o to, że ciągle jesteśmy jeszcze na dorobku. Moje pokolenie było świadkiem, jak w tym kraju pojawiały się kolejne korporacje i jak ludzie zbijali fortunę (którą po ich nagłej śmierci z wyczerpania dziedziczyły wdzięczne dzieci) siedząc w biurze od rana do nocy. Może boimy się, że chwila lenistwa, przeglądanie fejsbuka w robocie, czy przedłużony do trzech godzin lunch w parku, zmarnuje naszą szansę na lepsze życie? Tylko czy życie bez tych bezczynnych momentów na pewno byłoby lepsze?

Czasem trzeba pozwolić sobie na lenistwo. Nie! Stop! Czasem trzeba pozwolić sobie na przerwę, nic nie robienie, przejrzenie zdjęć znajomych na instagramie, kawę z koleżanką i rozmowę o serialu, książce czy sraczce psa. Czasem trzeba odpuścić. To nie lenistwo. To ładowanie akumulatorów. To tylko taki moment, bo doskonale wiesz, że tuż za rogiem czai się kolejny zap#$%@ol, który wyciśnie z ciebie wszystko, co zdążysz zgromadzić. Więc bierz się do roboty! Gromadź, ładuj się, odpuść. Idź, zajmij chillout, a jak ktoś będzie miał pretensje, powiedz, że masz spotkanie, tylko czekasz aż reszta przyjdzie. Przecież już biegną, ale się spóźniają, bo są zarobieni.

*prokrastynacja – tendencja, utożsamiana z odwlekaniem, opóźnianiem lub przekładaniem czegoś na później, ujawniająca się w różnych dziedzinach życia. Przez pojęcie prokrastynacji rozumieć należy dobrowolne zwlekanie z realizacją zamierzonych działań, pomimo posiadanej świadomości pogorszenia sytuacji wskutek opóźnienia. Ja nie prokrastynuję, ja naprawdę po prostu mam lenia.
