SzanujMY się

6–9 minut

Jestem pracownikiem najemnym. Wynajmuję na godziny moją własną osobę wraz z kompetencjami, wiedzą, no i oczywiście poczuciem humoru. Taki mam pakiet, za który dostaję pieniądze w cyklach miesięcznych. Kiedy byłam młodsza, miałam mniejsze kompetencje, bo też życia haerowego tak dobrze nie znałam. Z ciężkim sercem muszę przyznać, że i moje poczucie humoru było mniej inteligentne i błyskotliwe. Wtedy handlowałam pakietem basic+. Na plus składał się kompleks prymuski, który podówczas oznaczał, że nie ma haerowego zadania, którego bym nie wykonała, ku chwale firmy. Tamten pakiet był tańszy niż obecny, chociaż dziesięć lat temu wydawało mi się, że pozjadałam dużo więcej rozumów, niż wydaje mi się dziś. To się chyba nazywa dorastanie. Wszyscy jesteśmy najemnikami na takich bądź innych zasadach i tak jak sieciówki handlują swetrami, my handlujemy swoimi umiejętnościami. Proste?

źródło: pinterest

Natknęłam się ostatnio na kampanię „szanuj siebie” No Fluff Jobs – portalu pracy dla społeczności IT. Kampania publikowana jest coraz szerzej, coraz więcej osób o niej mówi, bo i temat nośny. Nie nowy, ale od wieeeeeelu lat kontrowersyjny. W skrócie wg nofluffa jeśli się szanujesz, to aplikujesz tylko na oferty pracy z podanymi widełkami wynagrodzeń. Idea spoko. Tylko co ma do tego szacunek? Zalatuje mi trochę „szanująca się dziewczyna by się tak nie ubrała”, albo „szanujący się młody mężczyzna nie nosiłby długich włosów i kolczyka w uchu”. Pewnie ludzie lubią wiedzieć, jaką kasę może im zaproponować potencjalny nowy pracodawca. Sama o taką wiedzę bym się nie przewróciła, ale czy brak tej informacji w ogłoszeniu naprawdę świadczy o braku szacunku??? Czy jeśli zdarzyło mi się zaaplikować na ogłoszenie bez informacji o wynagrodzeniu to znak, że się nie szanuję? Że sprzedaję się tanio? Że przegrałam życie???

źródło: itsonlymakebelieve.com

Kiedy rekrutujesz… w zasadzie kogokolwiek, to masz świadomość, że raczej weźmiesz co ci los przyniesie. Nie istnieją idealni kandydaci! Tak, nawet na stanowiska techniczne, gdzie 2/3 ogłoszenia to kryteria związane ze znajomością narzędzi. Nawet jeśli szukasz programisty, to poza tym, że powinien znać któryś z frameworków, mieć doświadczenie w pracy na konkretnych narzędziach, ważne jest jeszcze, czy np. zna branżę, albo w jakich zespołach do tej pory pracował. Czy to człowiek lubiący skakać między projektami, czy raczej cierpliwie przepisywać narzędzia z języka A na język B (tak! są tacy!). W każdym razie rekruter WIE, że sukcesem jest zatrudnienie kandydata, który spełnia 2/3 oczekiwań technicznych, sprawia wrażenie, że dopasuje się do kultury organizacji i ma potencjał do dalszego rozwoju. Czasem w trakcie rekrutacji spotykasz człowieka, który w najlepszym przypadku spełnia 1/4 oczekiwań, ale ma świetne nastawienie, jest rządny wiedzy, szybko się uczy i dla takiego kandydata menedżer zmienia koncepcję rekrutacji! Nagle stwierdza, że pal sześć seniora – weźmiemy prawie-mida, a w cztery miesiące zrobi się z niego samodzielny specjalista, który ogarnie temat.

źródło: pinterest

Gdybym w jednym ogłoszeniu miała uwzględnić, że chętnie zatrudnimy człowieka od wczesnego specjalisty do późnego eksperta, to propozycja wynagrodzenia (dla ułatwienia liczmy na skali punktowej od 1 do 10) wynosiłaby np. od 3 do 8. Co jako kandydatowi daje ci taka informacja? Możesz powiedzieć, że „no, ale ja jestem super, rynek za takich jak ja płaci spokojnie 9,5 a widzę że u was max to 8, więc sorry, ale nie zaaplikuję”. No i szkoda, bo faktycznie jeśli ktoś byłby mega super to i na te 9,5 mógłby liczyć. Negocjacje cen naprawdę działają w obie strony.

źródło: 9gag.com

Z mojego doświadczenia wynika jednak, że zdecydowana większość aplikujących, to kandydaci nieco mniej super (właśnie dlatego rekrutacje są takie trudne). I żeby była jasność – to nie jest opinia wrednej haerówy, która nie rozróżnia javy od javy script. To opinia programistów z krwi i kości. Jako że jestem zwolenniczką merytorycznych spotkań rekrutacyjnych najbardziej lubię, kiedy z godzinnej rozmowy kwestie haerowe zajmują 10 minut, a dalej już specjaliści lecą swoim hermetycznym językiem, z którego rozumiem słowa klucze i kiedy się pojawiają wiem, że mam postawić plusik. Czasem plusików jest mało, bo np. menedżer zespołu programistów pyta kandydata na seniora „czy wie pan co to jest DDD?” i słyszy „wiem”, dopytuje zatem „a może pan powiedzieć tak własnymi słowami co to jest i jak się stosuje?” na co kandydat „yyyy, hmmm, to jest dobre pytanie, bo zawsze mi je zadają na rekrutacjach. No w szczegółach to nie wiem, ale to chyba dobre jest, popularne” (real life story!). Kontynuujemy oczywiście rozmowę, bo na dzisiejszym rynku pracy nie należy tracić nadziei, że płomyk wiedzy rozbłyśnie w głowie kandydata w najmniej oczekiwanym momencie, i docieramy do sakramentalnego pytania „jakie są pana oczekiwania finansowe?”. I tu pada 9. Manager ocenia „towar” jakim jest wiedza i umiejętności na 5-. W widełkach się mieścimy prawda? To teraz wyobraź sobie, że osobie wyceniającej się na 9 mówisz, że dasz 5. Trzaśnięcie słuchawką i 1 gwiazdka na jakiejś stronie oceniającej procesy rekrutacyjne za 3… 2… 1… BUM.

źródło: offthemark.com

Nie jestem przeciwniczką jawności wynagrodzeń. Nie mam problemu z widełkami w ogłoszeniach. Wiem, że są firmy, które mogą i chcą je publikować i chałwa im za to! Ale wiem też, że są firmy, które nie publikują kwot nie ze złej woli. Są firmy małe i średnie, które nie zawalczą o kandydata wynagrodzeniem i nie chcą go odstraszyć, bo mają nadzieję, że na rozmowie rekrutacyjnej oczarują go innymi możliwościami. Wiem też, że w większości ogłoszeń pracodawca umieszcza możliwość (a nawet konieczność) wybrania oczekiwanego poziomu wynagrodzenia i czasem wystarczy spojrzeć na maksymalny dostępny przedział, żeby wiedzieć na co można liczyć. Nie wiem natomiast jak publikowanie tych informacji ma się do szacunku. Rekruter nie chce nikogo oszukać pytając kandydata o oczekiwania finansowe. Nie chce marnować niczyjego czasu dlatego w formularzu aplikacyjnym, albo w rozmowie telefonicznej prosi o podanie kwoty, która będzie kandydata satysfakcjonować.

źródło: howmuchisyourlifeworth.tumblr.com

Na stronie kampanii Szanuj Siebie pojawiają się fajne hasła. Tak, przejrzystość ogłoszeń jest ważna i kandydat powinien móc znaleźć tam potrzebne informacje. Tak, na rozmowie rekrutacyjnej kandydat ma się czuć swobodnie (na ile da się czuć swobodnie w tak stresującej sytuacji), a jego granice nie mają prawa być przekraczane. Podpisuję się obiema rękami i nogami. Ale trudno mi podpisać się pod zdaniem z jednego z artykułów na stronie akcji:

 Rzeczywiście, z perspektywy przedsiębiorstwa korzystniejsze może okazać się najpierw poznanie oczekiwań osób kandydujących, by móc spośród nich wybrać tę, która… nazwijmy to wprost: wyceniła swoją pracę najniżej. https://nofluffjobs.com/blog/dlaczego-ujawnianie-zarobkow-w-ogloszeniach-o-prace-to-problem-dla-firm/

Naprawdę????? Jednak żyję w bańce! Pod szklanym kloszem profesjonalizmu, gdzie nie spotkałam rekruterki ani rekrutera, który powiedziałby „nie no fajny ten „Ziutek”, co nam pasuje do opisu stanowiska, ale weźmy tego słabszego, bo jest tańszy”. Jeśli rekruterowi uda się znaleźć TEGO WŁAŚCIWEGO kandydata, to nie zrezygnuje z niego dla tańszej, no cóż – mniej dobrej opcji. To nie te czasy, kiedy rozsądny pracodawca może sobie na to pozwolić. Przerażające, że są takie firmy! Ale czy podawanie widełek wynagrodzeń sprawi, że przestaną wybierać tych tańszych? Czy kiedy podadzą widełki nie zmieniając podejścia do ludzi, to już będziemy mogli mówić o szacunku? No i… czy naprawdę są jeszcze ludzie IT, którzy nie wertują comiesięcznych raportów o zarobkach w branży i nie porównują ich ze swoim stanem posiadania? Ale to ostatnie pytanie w zasadzie jest ogólnym zadziwieniem i nie ma nic wspólnego z widełkami wynagrodzeń.

źródło: pinterest

Pieniądze to temat trudny i często wielowymiarowy. Obie strony w rozmowie o pieniądzach bywają trochę nieśmiałe. Pracodawcy nie podają konkretnych kwot w ogłoszeniach, a kandydaci na pytania o oczekiwania finansowe odpowiadają „nie zastanawiałem się” (jasne!) albo podają widełki, a w zasadzie widły od Sasa do lasa, bo boją się, że ze względu na kasę zostaną odrzuceni. Kwestia jawności wynagrodzeń, czy możliwości finansowych firmy powraca jak bumerang. Może z czasem dojdziemy do momentu wywieszania cenników na stronach z ogłoszeniami, ale według mnie to jeszcze nie ten moment. Dobrze, że są pionierzy i dobrze do tego zachęcać. Od czegoś musimy zacząć. Ale co ma do tego szacunek? Czy warto nakręcać kolejną wojenkę „chciwi pracodawcy vs. cwani pracownicy”? Czy warto redukować szacunek do ceny w ogłoszeniu? Szanujmy się wzajemnie i pamiętajmy, że rynek pracy to tylko rynek. Handlujemy tu umiejętnościami oraz czasem i dążymy do sytuacji, kiedy obie strony są z transakcji zadowolone.

źródło: m.pegitboard.com

P.S. Tak, wiem, to tylko hasło w kampanii i ma być chwytliwe i klikalne i nie czepiaj się słówek, i gadasz jak haerówa z przepranym mózgiem, bla bla bla. Problem w tym, że dla mnie szacunek to ważne słowo, które należy… szanować. No i jak wspomniałam na wstępie – ja też jestem najemnikiem za pieniądze, ale nie chcę żeby ktoś mi mówił, kiedy mogę się czuć szanowana, a kiedy sama sobie szacunku nie daję.

źródło: quotesndnotes.tumblr.com