Dzień dobry z całym szacunkiem

2–3 minut

Powiedzmy sobie szczerze – pracujemy dla pieniędzy, a odchodzimy z roboty dla większych pieniędzy. Ale nie tylko. Mówi się, że przychodzisz pracować do firmy, a odchodzisz od szefa i coś w tym jest. Rzadko jednak odchodzi się, bo szef jest brzydki i śmierdzi. Częściej dlatego, że nie szanuje.

źródło: someecards.com

Sporo można wymienić wskaźników mówiących, że tu, w tej firmie, szanuje się ludzi. Wynagrodzenia, szkolenia, benefity, to super ważne sprawy. Ale równie istotne są na przykład komunikacja z pracownikami, transparentność, a nawet zwykła kultura osobista tych tam na najwyższych piętrach szklanych biurowców.

Nic nie mówi tak wiele o stosunku szefa do jego ludzi, jak zwykłe „dzień dobry”. W ogóle nic tak nie mówi o stosunku ludzi do ludzi jak zwykłe „dzień dobry”. Przyznaję, że kiedy sąsiad na klatce nie ma w zwyczaju się witać, to wymuszam. Patrzę głęboko w oczy delikwentowi i z szerokim uśmiechem „dzieńdobruję”. Większość udaje się wytrenować w takim podejściu. W przypadku opornych jednostek ostentacyjnie przewracam oczami.

źródło: pinterest.com

Co jednak zrobić, kiedy to twój szef, a jeszcze gorzej – szef wszystkich szefów, idąc korytarzem zdaje się nie widzieć nikogo poniżej B-2 w firmowej hierarchii (dwa stopnie niżej niż zarząd)? Jak świadczy o kulturze organizacyjnej dzielenie pracowników na tych ważnych i tych niewidzialnych?

źródło: pinterest.com

Pracowałam kiedyś w firmie, gdzie taki podział istniał. Byli ci zarabiający pieniądze, którym należało się wszystko co najlepsze i tak zwany „support”, który nie miał nawet prawdziwego procesu oceny, bo co można oceniać w funkcjach usługowych? Pieniądze były tam świetne, chociaż jako wsparciowy ekspert z wieloletnim stażem zarabiałeś jak praktykant w pionie biznesowym. Funkcjonowało też co prawda „dzień dobry”, ale tylko do czasu. Po odejściu z firmy jej alumnami („absolwentami”) mieli prawo nazywać się wyłącznie ci ważni i dochodowi. Bez względu na to, jak długo pracowałeś w strukturach jako marketingowy czy haerowy wymiatacz, po powiedzeniu „sajonara, idę szukać szczęścia gdzie indziej” zostajesz wykreślony z historii firmy i nie masz wstępu do elitarnego klubu spotykającego się co roku na wypaśnych imprezach, dostającego firmowe newslettery i mogącego się poszczycić karierą w firmie xyz.

źródło: someecards.com

Ale pracowałam też w firmie, gdzie prezes idąc przez open space wypełniony szaraczkami, na prawo i lewo, głośno mówiła „dzień dobry”. Więcej! Znała imiona ludzi, z którymi rozmawiała raz czy dwa na jednym z christmas party. Czasem było to przerażające, bo na jakimś zupełnie niewinnym spotkaniu potrafiła cię wywołać po imieniu żebyś opowiedział o swoich odczuciach na temat realizacji strategii firmy. Wiele można było tej prezesce zarzucić, ale nigdy nie miałam poczucia bycia tym niewidzialnym trybikiem, którego nawet nie trzeba zauważać.

źródło: winkgo.com

Może przesadzam, może przywiązuję zbyt wielką wagę do drobnej rzeczy, ale jeśli słyszysz od samej góry, jak mantrę powtarzane slogany, że „firma to ludzie, bla bla bla, to wasz sukces”, a nie słyszysz zwykłego „dzień dobry” to możesz odczuwać dysonans. Jeśli słyszysz „jesteście dla nas ważni, bez was nie ma tej firmy”, a później twój szef niczym Miranda Prestley z „Diabeł ubiera się u Prady” rzuca ci na biurko jakieś papiery mamrocząc pod nosem coś, co pewnie było poleceniem, masz prawo czuć się, jak postać z korpo komedii.

źródło: pinterest.com