A my tu pracujemy atypowo

3–5 minut

Koleżanka poleciła mi ostatnio (w zasadzie to wcisnęła mi do ręki i powiedziała przeczytaj to szybko) książkę „Synu jesteś kotem”. Rzecz dotyczy relacji mamy i jej syna aspergerowca. Najpierw pomyślałam – czy to jakaś sugestia? A później przypomniałam sobie kilka spotkań z pracownikami. Syn autorki, Radek, jest w wieku maturalnym, więc naturalnie zastanawia się nad przyszłością. Współczułam mu i zastanawiałam się jak taki dzieciak poradzi sobie w tym strasznym, dorosłym świecie relacji, small-talków, intryg. Aż tu nagle Radek pisze, że pewnie skończy pracując w jakiejś korporacji. I wtedy naszła mnie myśl, że może faktycznie tak się da!

źródło: etsy

Jakiś czas temu koleżanka (z resztą ta od książki) poprosiła mnie, żebym razem z nią przećwiczyła rekrutację ze znajomym znajomego, który od jakiegoś czasu ma problem ze znalezieniem pracy. Na pierwszy termin chłopak się nie stawił. Po dwódziestu minutach od umówionej godziny koleżanka zadzwoniła do niego i dowiedziała się, że zabłądził. Dodam, że znał adres i numer telefonu do osoby, która zaprosiła go na rozmowę. Pierwsza myśl? „Ta dzisiejsza młodzież!”

źródło: hey sugar social

Czas mijał, a chłopak się nie odzywał. Koleżanka też się nie odzywała, no bo bez jaj – przecież nie będzie dorosłego człowieka za uszy wyciągać na rynek pracy. Niestety przypomniał się znajomy, który poprosił o przysługę, a że koleżanka jest miękciochem to zadzwoniła do zagubionego kandydata z propozycją kolejnego terminu. Z bólem, ale się udało.

źródło: smarts-ef.org

W umówionym terminie czekałyśmy obie nie do końca wierząc, że chłopak się pojawi, chociaż rozsądek podpowiadał, że to nie możliwe, żeby drugi raz tak nawalił. Wybiła godzina spotkania, a żaden młody mężczyzna nie przekroczył naszych progów. Telefon z uprzejmym „przepraszam, ale chwilę się spóźnię” też się nie odezwał. Jako zła kobieta optowałam za tym, żeby iść do domu i zapomnieć, ale miękciochowa koleżanka uparła się zadzwonić. Zgubił się. Znowu.

źródło: pinterest.com

Przyszedł dziesięć minut po czasie, a z jego ust nie padło ani „dzień dobry” ani „przepraszam”. W bardzo artystycznym anturażu usiadł, a w mojej głowie pojawiła się myśl, że jeśli nie jest autystyczny to zjem własnego buta. I już po chwili okazało się że nie posmakuję słomianej podeszwy espadryla. Na moje pytanie „po co tu przyszedłeś?” (tak, wiem, że to bardzo bezpośrednie podejście) odpowiedział, że ma problem z rozmowami rekrutacyjnymi i że niedawno zdiagnozowano u niego autyzm i może to przez to i chciał się dowiedzieć co robi źle. To był moment, kiedy przestałam widzieć rozpuszczonego bachora, a zobaczyłam zwykłego dzieciaka, który po prostu pewnych rzeczy nie ogarnie jeśli mu się nie podpowie jak. Tak jak ja nie ogarnę jak działa Internet.

źródło: pastelkatto

Mieliśmy rozmawiać godzinę, ale trochę się przeciągnęło. To było spotkanie inne niż większość, ale jakie satysfakcjonujące! Po tygodniu chłopaczek zaprosił mnie i koleżankę do znajomych na LinkedIn. Założył konto. Profesjonalne. Zgodnie z naszymi wytycznymi. W trakcie naszej rozmowy zapisał sobie, że ma być na miejscu 10 minut przed spotkaniem, a żeby to się udało, musi sprawdzić jak i czym najlepiej tam dotrzeć. Wynotował, że jeśli wie, że się spóźni ma zadzwonić i poinformować, a po przyjściu przywitać się i przeprosić za spóźnienie. Chłopak miał tendencję do odpowiadania na każde pytanie krótko, jednym zdaniem, bez rozwijania tematu. Przećwiczyliśmy pełne odpowiedzi i prawie odkrył swoją duszę gaduły. Teraz mocno trzymam kciuki za jego nową pracę.

źródło:pinterest.com

W IT, w cyberbezpieczeństwie, w analizie danych nie jest trudno spotkać osobę w spektrum. Niestety równie łatwo spotkać ludzi, którzy nie mają pojęcia czym jest autyzm i że to nie jest chamstwo, bezczelność i dupkowatość. Z perspektywy pracy, to po prostu inny sposób komunikacji. I nie, nie każdy autystyk jest genialny, ale też nie każdy jest „trudny” do tego stopnia żeby nie dało się tego przeżyć.

źródło: pinterest.com

Zatrudniałam kiedyś chłopaka do cyber. Na rozmowie wymiatał, chociaż oczywiście dało się wyczuć, że jest „specyficzny”. Tydzień przed startem pracy kolega zaczął dopytywać kadrówki o dokumenty. Potrzebował szczegółowych informacji. Znajdował literówki w formularzach i mówił, że nie może ich podpisać, bo są nieprawidłowe. W końcu koleżanki dały mi znać, że to przekracza ich pokłady cierpliwości. Czarę goryczy przelał fakt, że ten nowy komunikował się mailowo w sposób bardzo oschły i zasadniczy. Kiedy do nas dołączył poprosiłam go o rozmowę. Przyszedł uśmiechnięty i od razu powiedział, że pewnie chodzi o jego sposób komunikacji. Potwierdziłam, na co on poinformował, że dopiero się tego uczy, chodzi na szkolenia i wie, że ma z tym problem dlatego… dodaje emotki. Byłam pod wielkim wrażeniem jego samoświadomości i szczerości względem zupełnie obcej osoby.

źródło: life in a autism world

Autyzm czy ADHD nie wykluczają nikogo z życia zawodowego. To co może utrudniać, to brak świadomości czym jest atypowość. Warto o tym mówić i normalizować. Nic tak nie pomaga w dogadywaniu się, jak wiedza. Jeśli wiesz czym jest autyzm łatwiej ci funkcjonować z autystykami. Dokładnie w ten sam sposób, jak osoby w spektrum muszą się uczyć czym jest typowość i jak z typowymi się dogadywać. Dopóki jesteśmy na siebie otwarci, jesteśmy w stanie wzajemnie ułatwiać sobie życie.

źródło: pinterest.com

Dodaj komentarz