Czy moglibyśmy wreszcie znormalizować podejście do pracy jak do zwykłej wymiany handlowej, zamiast traktować ją jako dar z niebios, za który trzeba być wdzięcznym bo „za drzwiami czeka kolejka na nasze miejsce”?

Sytuacja na rynku pracy w naszym pięknym kraju na Wisłą jest dobra. Oficjalna stopa bezrobocia wynosi około 5%, a minimalna pensja jest równa pensjom minimalnym w niektórych stanach USA. Toż to szok! Firmy szukają pracowników, a pracownicy mogą swobodnie szukać pracy, nie koniecznie w swoim mieście, a nawet nie koniecznie w Polsce, chociaż wcale nie muszą się stąd ruszać. Praca zdalna wiele zmieniła na rynku pracy.

I właśnie niby ciągle coś się zmienia i to, na szczęście, na korzyść pracownika, a pracownik jakby ciągle tkwił w narracji, że praca to prawie jak prezent.
Tak to już jest, że kiedy gdzieś zapuścisz korzenie, popracujesz kilka lat i przestaniesz zaglądać w te części internetów, gdzie pojawiają się oferty pracy, to zaczynasz traktować swojego pracodawcę jako jedyną, najlepszą opcję. A do tematu trzeba podejść na zimno.

Kandydat jest cenny. Kiedy rekruter prowadzi poszukiwania i w jego sieć wpadnie właściwe CV, gotów je traktować jak perełkę do odłowienia. Rozmowa rekrutacyjna jest już mniej kolorowa, bo zaczyna się „egzamin”. Ale to tylko krótki przerywnik w miesiącach miodowych od złożenia oferty do zakończenia wdrożenia nowego pracownika. Po kilku miesiącach, czasem latach, pracownik może mieć poczucie, że jest już własnością pracodawcy – dobrego pana, który płaci, ale wymaga. Jakby dopadała nas jakaś pomroczność jasna i umyka nam, że w zasadzie to od momentu podpisania umowy to my – pracownicy stajemy się tymi, którzy dają swoją pracę firmie, która z kolei tę pracę zamówiła i za nią płaci.

Każde ogłoszenie rekrutacyjne to informacja o potrzebie zlecenia komuś konkretnych zadań. Jako kandydat składasz swoją ofertę – opisujesz swoje umiejętności, doświadczenia, pokazujesz, że znasz się na swojej robocie i również dla nowej firmy możesz ją wykonywać. W ramach umowy ustalacie jakie zadania będziesz wykonywać, za jakie pieniądze i na jakich zasadach. Proste? Proste! To czemu firmom tak często udaje się wyciągnąć od pracownika więcej, niż to, co w opisie stanowiska i to bez dodatkowej opłaty?

Umowa o pracę to zwykły kontrakt dotyczący wymiany dóbr i usług. Podpisując tę umowę nie wchodzisz do „rodziny”. Dołączasz do grupy ludzi, którzy wykonują zadania dla tego samego klienta. Tak! Firma to Twój klient! I owszem, niby mówi się, że klient ma zawsze rację, ale gdyby wziąć jako przykład szewca, to czy ten szewc powinien siedzieć w swoim warsztacie po godzinach, bo klient powiedział, że chce odebrać buty dwie godziny po zamknięciu zakładu? Nie, o ile klient za to nie dopłaci. Takie usługi, to jedynie dobra wola sprzedawcy usług i może się wydarzyć raz, w ramach wyjątku. Czemu więc pracownicy tak często siedzą po godzinach kończąc jakieś raporty, czy inne „ważne” dokumenty kosztem swojego czasu wolnego i własnych przyjemności?

Och jak bardzo lubimy, my pracownicy, opowiadać o naszym poświęceniu dla firmy. O tym zarobieniu, braku czasu, nadgodzinach. I wszystko to ponadprogramowe. Innymi słowy – bezpłatne. A przecież czas to pieniądz. Firma co prawda mogłaby ci za ten czas zapłacić (chociaż po co, skoro nie musi), ale czasu nie odzyskasz. No i oczywiście firma „docenia” twoje poświęcenie, ale przy pierwszej okazji kiedy trzeba będzie ciąć koszty zauważysz, że nie odpłaci ci tym samym.

Zgodnie z polskim prawem w ramach umowy o pracę na pełen etat możesz wykonywać swoje zadania przez 40 godzin w tygodniu, zwykle 8 godzin dziennie. Za to ci płacą. W ciągu roku masz do dyspozycji 20/26 dni urlopu – to ci się należy zgodnie z przepisami. Nadgodziny powinny być do odbioru jako czas wolny lub płatne – w kodeksie nie ma nic o darmowych przysługach dla pracodawcy. Jednocześnie w tym samym kodeksie jest sporo ciekawych informacji o tym, co ci się w ramach płatnej pracy należy. Firmie, w której pracujesz należy się natomiast wykonywanie przez ciebie zadań w czasie, przy zapewnieniu najwyższej jakości pracy. Tak wygląda kontrakt.


Dodaj komentarz