Od kilku dni jestem sobą zniesmaczona. Owe kilka dni temu zadano mi pytanie „to co tak lubisz w swojej pracy?” i odpowiedziałam tak, jak obiecałam sobie nigdy nie odpowiadać. Użyłam słów w moim haerowym słowniku uznawanych za obraźliwie płytkie! Skompromitowałam swoje niemal dwudziestoletnie (!!!) doświadczenie zawodowe. A co gorsza – zrobiłam to z pełną świadomością. To nie był wypadek w asapowym pędzie. To było przemyślane i może dlatego poprzedzone krótkim, mało zabawnym parsknięciem.

Przyznaję, powiedziałam, że w mojej pracy najbardziej lubię…. ludzi. Ale, żeby nie było, dodałam, że tych, z którymi pracuję, nie że tak ogólnie wszystkich. Szanujmy się!
Kiedy zadaję pytanie o to, co ma największy wpływ na to, że kandydatom chce się przychodzić do pracy, często słyszę „atmosfera”, albo „fajni ludzie”, albo „zespół”. Oczywiście ludzie mówią też o zadaniach, ciekawych projektach, ale zwykle dochodzimy wspólnie do wniosku, że żadne fajne zadanie nie rekompensuje zgniłej atmosferki w zespole.

Niedawno doświadczyłam, po raz pierwszy od baaaaardzo dawna, potraktowania „per noga” przez osobę, z którą współpracuję. Jako typowy miękcioch odczułam to głęboko i natychmiast zaczęłam się zastanawiać „za co?”. W głowie prowadziłam drobiazgową analizę swoich zachowań. Odkopywałam scenki z przeszłości i wyszło mi, że nie pamiętam niczego, czym mogłabym taką reakcję sprowokować. I znowu, jako typowy miękcioch stwierdziłam, że po prostu nie pamiętam, a nie, że nie zasłużyłam. Pomyślałam sobie – cóż, karma wraca.
Ponieważ jestem typem nadwrażliwca po kilku dniach zapytałam koleżankę, czy oby się nie zachowuję niemiło w stosunku do innych. Empatia co prawda zawsze jest u mnie w pierwszej trójce gallupa, ale czasem mi się wydaje, że to jakiś haerowy hokus-pokus. Koleżanka stwierdziła, że zachowuję się ok, ale jak mi się coś nie podoba to daję to odczuć. I co z tego usłyszałam? Jestem niemiła!

Kolejne kilka dni minęło. Nasza relacja się nie zmieniła, za to jak się okazuje zmieniła się relacja wspomnianej osoby z kilkorgiem innych pracowników. Chyba też są nie fajni, bo doświadczyli sytuacji zbliżonych do mojej. Latami było między nami dobrze – śmieszki, heheszki, cukiereczki i pozdrowionka – a tu nagle… No właśnie. Nagle przyszedł awans! Nie mój! Osoby! Awans nieformalny, raczej związany z rozkładem socjometrycznym w dziale, ale Osoba wspięła się o kilka szczebelków w swojej wyimaginowanej hierarchii.

Takie sytuacje zdarzają się na co dzień, niezależnie od miejsca czy wielkości firmy (byle miała więcej niż 5 osób). Relacje w zespołach są różne, a na pewno są dynamiczne i zależą od mnóstwa czynników. Będąc człowiekiem naiwnym zawsze wychodzę z założenia, że ludzie są wobec mnie szczerzy w relacji. Dlatego każda zmiana frontu jest dla mnie zaskakująca, ale nie na tyle żebym nie umiała z nią sobie poradzić. Z takimi zmianami muszą sobie też radzić menedżerowie. Ktoś powie, że to sprawa między pracownikami, ale przestaje taką być, kiedy relacje mają wpływ na wykonywanie zadań.

Każdy awans, zwolnienie, podwyżka czy nagroda przyznawane przez szefostwo przede wszystkim odnosi się do pracownika, którego dotyczy, ale zawsze wymaga przemyślenia tego, jak wpłynie na układ w zespole. Macie pojęcie ile biurowych przyjaźni rozpadło się bo jedna z osób awansowała? Wiecie ile łez kosztuje człowieka sytuacja, w której odchodzi z firmy „bo go nie doceniali”, a ulubiony kolega nie rzuca razem z nim papierami? O ilości dyskusji na temat tego czemu X dostał premię chociaż (wg. kolegów) na nią nie zasługiwał nawet nie będę wspominać. Większość z nich natomiast zawiera element „nie to, że coś do niego mam, ale…”.

Układ socjometryczny w każdej jednostce organizacyjnej ma wpływ nie tylko na lubienie lub nielubienie. Ma wpływ na efektywność, bo dla nielubianego kolegi raporty przygotowuje się wolniej. Nielubianej koleżance nie przekaże się pełnej informacji tylko zmusi do poszukiwania ich po omacku. W zespole kipiącym plotkami o „niezasłużonych” podwyżkach nikt nie myśli o „graniu do jednej bramki”. Dlatego menedżer musi mieć szerszy obraz wpływu swoich decyzji na działanie firmy. Co zrobić w sytuacji kiedy chcesz zwolnić pracownika, którego żona pracuje w tym samym dziale, a do tego jest świetna w swojej robocie (w przeciwieństwie do męża)? Jak sobie poradzić kiedy masz do dyspozycji jedną nagrodę a liczy na nią trzech, równie kluczowych pracowników? W jaki sposób działać jeśli zauważysz, że kompetentna osoba, którą doceniła/eś awansem, zaczyna pluć jadem rozpętując swoją prywatną vendettę wobec ludzi, którym do tej pory jedynie zazdrościła?

Uwielbiam ludzi z którymi pracuję. Większość z nich. Czasem muszę uczestniczyć w podejmowaniu przez menedżerów trudnych decyzji, które dotyczą moich kolegów i koleżanek. Czy to będzie pożegnanie takiej osoby, czy „jedynie” informacja o braku podwyżki, to zawsze trudne. Trudniejsze niż bycie potraktowanym „per noga” przez kogoś, kogo się lubiło. My w haerach musimy sobie z tym radzić zadziwiająco często. Rozumienie tych zagmatwanych zależności socjologicznych to podstawa tego zawodu.
Jesteśmy jednak tylko ludźmi, a moja człowiecza natura chce wierzyć, że karma wraca.

