Wolne, czyli że odpoczynek to nie zbrodnia przeciwko ekonomii

3–5 minut

Długie weekendy, a w zasadzie powroty do roboty po długich weekendach, to doskonały barometr zadowolenia z pracowniczego losu. Jeśli już wieczorem zaczyna cię boleć brzuch, głowa, ucho, paznokieć środkowego palca lewej stopy, to znak, że coś się dzieje. I nie, to nie prawda, że przecież wszyscy tak mają. Wmawianie sobie powszechności wiecznego niezadowolenia z pracy, to krótkoterminowa technika racjonalizacji. Tyle tylko, że taka racjonalizacja nie sprawi, że będziesz mieć więcej energii do normalnego funkcjonowania. A na kolejny długi weekend trzeba trochę poczekać. I zanim się obejrzysz, życie toczy się od długiego weekendu do długiego weekendu, bo te zwyczajne już nie wystarczają na naładowanie baterii.

źródło: someecards.com

Przez większość zawodowego życia lubiłam swoją pracę. To, co robię, sprawia mi frajdę, chociaż bywa trudne. Tak to jest, kiedy pracuje się z ludźmi. Jeszcze bardziej tak to jest, kiedy jesteś introwertyczką pracującą w haerach. Całkiem często mój dzień pracy przekraczał umowne 8 godzin, bo trzeba było coś przegadać, odpowiedzieć na maile, przygotować jakiś materiał na kolejne spotkania. Przez większość czasu, to nie był dla mnie problem. Kiedy lubisz to, co robisz, nadminutki przechodzące w nadgodzinki zdają się nie mieć większego znaczenia. Albo tak ci się wydaje.

źródło: pinterest.com

Bo organizm ludzki ma to do siebie, że funkcjonuje jak dobrze zaprogramowana maszyna do wykonywania zadań. I jak każda maszyna musi być serwisowana. Wiesz dlaczego twój komp działa tak powoli? Bo go nie wyłączasz wychodząc z pracy. Wrzucasz w tryb uśpienia i nie przejmujesz się tym, że mając dopływ prądu ten biedny sprzęcior w tle wykonuje różne zadania. Nie odpoczywa.

źródło: the IT crowd

Kiedy pierwszy raz mój organizm odmówił posłuszeństwa usłyszałam od lekarzy, że muszę odpocząć, że jestem zmęczona, że trzeba się regenerować itd. Przyjęłam to do wiadomości, ale pomyślałam że to bzdura, bo przecież ja nie robię nic męczącego! Jesoo spotykam się z ludźmi, gadam z nimi, coś tam planuję, piszę jakieś maile, wypełniam tabelki i takie takie. Co w tym jest męczącego?! W dodatku nie mam dzieci, więc nie muszę biegać od przedszkola do szkoły do lekarza, gotować obiadów i wycierać pup. Wracam do domu, wyprowadzam psy, karmię gromadę zwierząt, ogarniam sobie jakieś jedzenie i idę spać. Czym tu się zmęczyć?! No tak, robię jeszcze zakupy i czasem trzeba coś sprzątnąć, a niekiedy iść do weta, załatwić wywóz szamba, a w weekend jechać do mamy żeby trochę z nią pobyć i może ogarnąć jakieś zakupy i zając się kolejnymi psami i posadzić pomidory i pomalować taras i skosić trawnik, przyciąć drzewka… No ale bez przesady, co w tym męczącego?!

źródło: pinterest.com

Sto lat temu człowiek pracujący nie miał weekendu. Nikomu nie przychodziło nawet do głowy, że może go potrzebować. Przecież nasi przodkowie pracowali więcej i ciężej bez elektryczności i maszyn, a nikt nie narzekał, że nie ma czasu na odpoczynek! Co prawda nasi przodkowie zwykle żyli dość krótko i w marnym zdrowiu, ale to bez znaczenia. Mieli niedzielę – dzień święty – na odpoczynek i stykło.

źródło: pinterest.com

Pierwsza wolna sobota w Polsce miała miejsce 21 lipca 1973 roku. Tego samego roku pracownicy dostali jeszcze jedną wolną sobotę, którą trzeba było odpracować. W 1974 roku wolnych sobót było 6, rok później 12. Na koniec 1981 roku ustalono, że trzy soboty w miesiącu będą dniami wolnymi od pracy. 45 lat temu – co naprawdę, nie jest tak dawno! – wolne weekendy nie były normą!

źródło: dumpaday.com

Od 1981 roku sporo się zmieniło. Dziś chyba nikt nie wyobraża sobie, że fajnie żyłoby się pracując 6 dni w tygodniu, 8 godzin dziennie. Dziś ministra pracy mówi o wprowadzeniu czterodniowego tygodnia pracy, a przedstawiciele pracodawców/przedsiębiorców, rwą włosy z głów. Czy świat się zawalił, a ekonomia upadła, kiedy ludzie dostali wolne soboty? Jakoś nie bardzo. Czy pkb i średni poziom życia padnie na ryj jeśli dostaniemy dodatkowy dzień wolny? Z całą pewnością nie. Czy to normalne, że najbogatsi trzęsą się na myśl, że pracownikom może być ciut lepiej? Niestety tak. Podobnie jak w przypadku pracy z domu żal ściskał niektóre części ciała prezesów i właścicieli firm.

źródło: pinterest.com

Kiedy mój organizm po raz drugi odmówił współpracy i lekarze mówili, że muszę odpocząć, podjęłam pierwszą próbę. Wyłączenie trybu „dobra, mam wolne więc muszę to jakoś wykorzystać” zajęło mi dużo czasu. Do dziś miewam z tym problemy. Zauważyłam jednak pewną skandaliczną zależność – jeśli nie odpoczywałam, nie miałam energii na pracę. Jeśli oszukiwałam się, że odpoczywam, nadal nie miałam energii i znowu nie mogłam pracować. Kiedy po długim weekendzie, albo urlopie miałam poczucie że wszystko mnie boli na myśl o powrocie do pracy, wiedziałam, że to się nie skończy dobrze.

źródło: Steve the otter

Kolejny dlugi weekend w czerwcu. Lato to fajny moment na odpoczynek. Niekoniecznie „produktywny”. Serio, spędzenie kilku dni bez osiągania celów, realizowania planów i zyskiwania nowych doświadczeń nie sprawią, że staniesz się gorszym człowiekiem. Mogą za to sprawić, że staniesz się człowiekiem wypoczętym, któremu będzie się chciało… może niekoniecznie wrócić do roboty, ale coś robić. I nawet ten powrót do pracy nie będzie taki straszny.

źródło: bored panda

Dodaj komentarz