Kiedy przeczytałam emocjonalną wypowiedź pana Rafała Brzoski o upadku w Polsce etyki pracy, to przyznaję, że się wkurzyłam. Później trafiłam na jego tekst, że czemu by nie skrócić tygodnia pracy do 3 dni skoro już i tak osiadamy na laurach i uniemożliwiamy rozwój prawdziwej przedsiębiorczości, kontestując „kulturę zapierdolu”. Właścicielowi i szefowi jednej z najszybciej rozwijających się firm w kraju nie podoba się wiele z postulatów propracowniczych.

Już jakiś czas temu (a było to dawno) prezes inPostu chwalił rozwiązania z amerykańskiego rynku pracy pozwalające łatwo zwolnić pracownika. Jak stwierdził
To elastyczna forma zatrudnienia jest kluczem do bogactwa społeczeństwa
I faktycznie elastyczne formy zatrudnienia w firmie pana Brzoski, ale i we wszystkich firmach kurierskich królowały i nadal są w przewadze. Kurierzy zatrudniani na umowie zleceniu lub na kontraktach B2B zachęceni do założenia własnej działalności z całą pewnością wiedzą czym jest „kultura zapierdolu”. Ich przedsiębiorczość jednak często ma problem z rozwinięciem się w związku z coraz wyższymi „targetami”, niechęcią doby do rozciągnięcia się w czasie i wynagrodzeniem, które nie pozwala na odważne inwestowanie w coś poza rachunkami i spożywką.

Podziwiam sprawnych przedsiębiorców. Zbudowanie biznesu od zera, stworzenie firmy i zarabianie duuuużych pieniędzy na pewno przynosi ogromną satysfakcję. Wynosi też człowieka na inny poziom funkcjonowania. Daleki od tego, na którym znajduje się kurier, specjalista biurowy, sprzedawca itd. Nie każdy ma to coś, do bycia przedsiębiorcą. Co więcej, nie każdy chce takim przedsiębiorcą być. Tak jak niektórzy biegają żeby zdobywać medale, a inni tylko dlatego, że to zdrowe. Mało racjonalna dla zwykłego zjadacza chleba jest praca po 10 godzin na dobę, rezygnacja z odpoczynku i poczucia bezpieczeństwa (bo może być zwolniony z dnia na dzień) po to, żeby sprawny przedsiębiorca mógł sobie podnieść poprzeczkę. Pewnie zbudowałoby się na tym jakiś kapitał, ale czy w XXI wieku chodzi nam o taki kapitał, jak na przełomie XIX i XX wieku?

Niedawno trafiłam na ciekawą rolkę na FB, w której właściciele włoskiej firmy odzieżowej opowiadali o swoim pomyśle na jej prowadzenie. O podejściu do pracowników, w którym traktuje się ludzi, jak cenny element organizacji. Element, od którego zależy jakość produktów, płynność realizacji zamówień, rozwój firmy. Cenne zasoby mają to do siebie, że się o nie dba. Jaki kretyn kupując maszynę produkcyjną włączyłby ją i nie przejmował się tym, czy potrzebuje oleju, czy nigdzie nic nie stuka niepokojąco, czy elementy się nie wycierają i czekał aż sama się wyłączy, kiedy w końcu padnie. Kto chciałby taką maszynę wymieniać co chwila i co chwila ponosić koszty???? No chyba, że komuś się to opłaca, bo nowa maszyna jest tańsza niż jej serwisowanie.

Znam ludzi pracowitych i historie o ludziach niepracowitych. W swojej pracy spotkałam się z przypadkami osób o wątpliwej etyce pracy. Ta etyka sprowadzała się do rzetelnego wykonywania zadań na powierzonym stanowisku w trakcie ośmiogodzinnego dnia pracy. Jednak zdecydowana większość ludzi chce wykonywać swoją pracę dobrze. Część chce się w swojej pracy spełniać, a inni chcą po prostu zarobić na życie. Na to życie, które mają po wyjściu z roboty po 8 godzinach. Chcą spędzać czas z bliskimi, chcą robić fajne rzeczy, chcą żyć i po to pracują. Nie żyją po to żeby pracować.

Etyka pracy nie ma nic wspólnego z kulturą zapierdolu. Ta tak zwana kultura jest zaprzeczeniem jakiejkolwiek etyki. Jest śrubką tak dociśniętą, że żaden mechanizm na dłuższą metę tego nie wytrzyma. Jest strategią krótkoterminową, która kończy się dla pracownika wypaleniem i chorobą. Jest ubierana w kolorowe papierki „sukcesu”, „osiągnięć”, „wartości” i przede wszystkim pieniędzy. Które możesz fajnie zainwestować w leki uspokajające.


Dodaj komentarz