Jeśli miałabym dziś odpowiedzieć na pytanie, jaki bohater literacki jest dla mnie wzorem do naśladowania, to musiałabym powiedzieć – Hamish Macbeth! Bez dwóch zdań.
Hamish to posterunkowy, postać z cyklu kryminałów autorstwa M.C. Beaton, rozgrywających się w małym miasteczku w Szkockich górach. Nie jest zabójczo przystojny, ani onieśmielająco inteligentny. A przede wszystkim – nie jest ambitny. I właśnie dlatego go lubię.

Nigdy w życiu nie powiedziałabym o sobie, że jestem ambitna, chociaż zdarzyło mi się słyszeć, jak ktoś taką opinię o mnie wydawał. Często dochodzę do wniosku, że ludzie mylą potrzebę spełniania cudzych oczekiwań z ambicją właśnie. Ileż to dzieci w przedszkolach uczy się wierszyków nie dlatego, że lubi, ale dlatego, że chcą sprawić przyjemność rodzicom/dziadkom/ciociom etc. Chcą wygrywać konkursy nie z powodu własnego dążenia do poprawy wyników, ale z powodu oczekiwań ich najbliższych. I z powodu zawodu jaki odmalowuje się na ich twarzach kiedy taki dzieciak przegrywa.
Hamish Makbeth jest skromnym posterunkowym. Mieszka w tym samym domu, w którym znajduje się posterunek policji, a w przybudówce trzyma owce, kury i chyba nawet było coś o królikach. W wolnych chwilach, kiedy nie drzemie na świeżym powietrzu i nie spaceruje ze swoim psem, wędkuje na nie koniecznie swoich łowiskach. W chwilach bardziej zajętych rozwiązuje zagadki kryminalne jednocześnie kombinując, co zrobić… żeby nie dostać awansu.

Bo Hamish lubi swoje proste życie. Nie marzy o wyższym stanowisku, wyższej pensji i ciekawszych sprawach. Od czasu do czasu słyszy o sobie, że jest leniem. Nie jest za dobry w związki, bo jego partnerki ze smutkiem wzdychają, że marnuje swój potencjał. Ale Hamish jest zadowolony ze swojego miejsca w świecie. Czasem mu przykro, że nie wszyscy umieją cieszyć się, albo choć zaakaceptować jego szczęście. Ale to nie jego problem.
Myślę sobie, że nie jest łatwo być Hamishem. A jednak mam taką ambicję, żeby być trochę jak on.
