Nie wiem jak u Was, ale u mnie przez dużą część życia weekend był domyślny. Kiedy byłam dzieckiem rutyna była jasna. Sobotni poranek oznaczał tak zwane duże zakupy najczęściej robione na rynku w moim mieście (to były czasu bez supermarketów na każdym rogu). Chodzenie od budy, do budy, dorzucanie do siatek kolejnych kilogramów ziemniaków, ogórków, mąki czy co tam było potrzebne. Po powrocie do domu i rozpakowaniu wszysctkich tych wspaniałości odbywało się cotygodniowe sprzątanie. Odkurzanie, wycieranie kurzy, mycie podłóg, ewentualnie jakieś dodatkowe zabiegi od czasu do czasu. Kończyłyśmy z mamą około 14:00 i wtedy trzeba było ogarnąć obiad żeby od 15 móc po tym wszystkim odpocząć. Niedziela była nieco luźniejsza od rana ale po śniadaniu zaczynało się myślenie o tym, że trzeba do kościoła (boziu jak ja tego nienawidziłam!) a po kościele i obiedzie nadchodził czas na odrabianie lekcji i uczenie się na kolejny tydzień.
Kiedy wyprowadziłam się z domu sobotnia rutyna pojechała za mną. Tyle że zamiast wieczorów z serialami odbywały studenckie imprezy. W związku z tym niedziela stała się dogorywaniem. Weekendy były też na jeżdzenie do domu mniej więcej co dwa tygodnie. I tak wyglądały zapiątki (określenie wymyślone chyba w radiowej trójce w czasach jej świetności) latami. Pięć dni w tygodniu wypełniała głównie praca, a pozostałe dwa nadrabianie domowych i rodzinnych zaległości. Tak do dziś wygląda życie wielu ludzi. Aż przychodzi moment, kiedy któregoś dnia nie mają siły wstać z łóżka.
Wiecie, że jak kura jest zmęczona to siada i siedzi. Nie zastanawia sie raczej (nie ma na to dowodów) czy wystarczająco długo dziś grzebała w ziemi żeby pozwolić sobie na siedzenie. Raczej też nie robi sobie wyrzutów, że robaki po trawie pomykają, a ona sobie proszę ja ciebie siedzi, a za nimi nie biega. Słonie, małpy a nawet ropuchy zachowują się podobnie. Kiedy czują się zmęczone – odpoczywają. Co jest w takim razie z nami, ludźmi nie tak?
Zastanawiał_ś się kiedyś, co najgorszego się wydarzy jeśli po powrocie z pracy zamiast ogarniać mieszkanie usiądziesz na kanapie i posłuchasz kojącej muzyki? Albo co jeśli zamiast biegać po sklepach za świerzymi składnikami do idealnej jarzynowej kupisz mrożonkę? Co ci to daje, że twoja kuchnia lśni, a ty nie masz już siły wziąć prysznica po tym całym szorowaniu fug. Czemu to takie ważne, żeby zrobić trening, chociaż czujesz że całe ciało boli? Jak często zdarzało ci się myśleć „czemu czuję się tak_ zmęczon_, przecież nic specjalnego nie robił_m?”, „nie mam po czym odpoczywać”, „muszę coś ze sobą zrobić, bo przecież nie mogę tak ciągle czuć się źle”.
Absolutnie najpopularniejszy kurs na uniwersytecie Yale to stworzony przez Laurie Santos „Psychologia i dobre życie”. Zajęcia powstały po tym jak Santos zaczęła obserwować coraz większe wypalenie wśród studentów, jakby nie patrzeć należących do bardzo uprzywilejowanej grupy mieszkanców tego łez padołu. Jeden z wykładów był poświęcony tematowi znaczenia wolnego czasu. Jakiez było zdziwienie studentów, którzy pojawili się na auli kiedy usłyszeli że mają najbliższe 1,5 godziny spędzić na czymś przyjemnym, na czymś na co mają ochotę. Zatrzymaj się na chwilę. I zastanów się co byś robił_ przez 90 minut tylko dla swojej przyjemności. Bez nadrabiania zaległości, bez uzupełniania luk, których nie udało się ogarnąć wcześniej. Bezproduktywnie. Jak wyglądałoby twoje 1,5 godziny tylko dla ciebie?
Duża część ludzi ma z tym problem. Przecież zawsze jest coś do zrobienia. Czas jest cenny i należy go dobrze wykorzystać. A dobrze, w naszej kulturze oznacza produktywnie. Nie zależnie od tego czy efektem będą zarobione pieniądze, lajki na insta czy werbalnie okazany podziw, twój czas musi dawać wartość. Wartość wymierną. Dlatego robimy dupogodziny w biurze – żeby pokazać swoje zaangażowanie! Weekendy wypełniamy zajęciami dodatkowymi, żeby pokazać jak się rozwijamy. W „wolnym” czasie czytamy mądre książki, żeby pokazać kulturalne obycie i podkreślić intelekt. Albo trenujemy do triatlonu, żeby pokazać swoją siłę i niezłomność, tak dziś cenne. I nie twierdzę, że to nie daje nam jakiejś przyjemności. Oczywiście że daje, ale bierze też sporo naszej energii. A ta energia jest odnawialna tylko przez odpoczynek. Bezproduktywny, bezwartościowy w sensie kapitalistycznym. Bezczynny.
Ostatnio mam bardzo mało czasu. Praca, szkoła, obowiązki wiejskie i miejskie. Moje ciało mówi, że to dużo. Kiedy doszło do tego, że nie mogłam się normalnie ruszać z powodu przykurczy mięśniowych wpadłam na pomysł, że może by coś odpuścić. Bo chociaż nie da się być coachką dla siebie samej, mogę sobie powiedzieć w twarz, że to nie prawda, że możesz mieć wszystko, co zechcesz, a zwycięzcą jesteś kiedy to zrozumiesz i przyswoisz. Dlatego zrobiłam listę priorytetów, dzięki którym wiem, kiedy powiedzieć „stop – przerwa”. Są rzeczy których odpuścić nie mogę jak dbanie o moje zwierzęta czy praca. Są wartości nadrzędne, których odpuścić nie chcę – moja rodzina, wspólny czas i jej zdrowie. I są rzeczy które są ważne, ale nie niezbędne – mój rozwój, nauka, estetyka otoczenia itp. A nad tym wszystkim jestem ja – moje zdrowie, moja sprawność i moja energia. Bez tego nie będę przecież w stanie zadbać o nikogo i nic innego.